Kremy do opalania dla dzieci, czy warto stosować?

0
dziecięcy krem do opalania - jaki kupić?

Cienka, delikatna skóra dzieci wymaga szczególniej ochrony przed promieniami słonecznymi. Krem do opalania dla dzieci, jest tylko uzupełnieniem ochrony przed słońcem dla maluchów. Bardzo ważne jest, żeby ekspozycja na słońce nie odbywała się w newralgicznych momentach dnia, dziecko powinno posiadać odpowiednią odzież ochronna i jak najwięcej przebywać w cieniu.

Rodzaje filtrów słonecznych

Filtry przeciwsłoneczne, dzielą się na dwa rodzaje. Wyróżniamy filtry chemiczne i filtry fizyczne.

Filtr chemiczny, to substancja, która wnika dość głęboko w skórę i tam pochłaniają szkodliwe promieniowanie słoneczne. Zaletą filtrów chemicznych jest to, że nie zmywają się i nie ścierają się łatwo. A w przypadku dzieci, to duża zaleta. Filtry chemiczne, szybko ulegają rozkładowi. Dlatego należy często nakładać taki filtr w ciągu dnia.

Filtr fizyczny, jest substancją, która odbija promienie słoneczne od skóry. Nie wnikaj w jej głąb. Filtrami fizycznymi są tlenek cynku i dwutlenek tytanu. Utrzymują się na skórze krócej niż filtry chemiczne, dlatego należy je aplikować częściej. Ich zaletą jest to, że wywołują mniej reakcji alergicznych.

Kremy do opalania dla niemowląt i dzieci

Jaki filtr stosować u dzieci?

Wybierając krem z filtrem dla dziecka, należy zwrócić szczególną uwagę na to, by dostosować kosmetyk do wieku naszej pociechy. Krem dla dzieci od pierwszego roku życia, powinien zawierać przede wszystkim filtr fizyczny. Co do wysokości filtra, powinien być jak najwyższy, bo tylko taki zapewni prawidłową ochronę przed promieniami słonecznymi skórze dziecka. Dobry krem dla dzieci powinien chronić przed promieniowaniem UVA i UVB.

Co znaczy skrót SPF?

SPF (Sun Protection Factor), jest wskaźnikiem ochrony przeciwsłonecznej. Wykorzystywany jest do określenia stopnia ochrony wyłącznie przed promieniowaniem UVB. Ukazuje stosunek minimalnej dawki promieniowania powodującej rumień na skórze chronionej danym preparatem do minimalnej dawki promieniowania wywołującej rumień na skórze niechronionej.

Przeczytaj też: https://www.sluzycprawdzie.pl/jakie-kosmetyki-dla-dzieci/

WSZYSTKO JEST MOŻLIWE

0
WSZYSTKO JEST MOŻLIWE

Jeden korali, drugi, trzeci….. Kamień o nieregularnej bryle w niespotykanym kolorze turkusu. Ciekawe gdzie został znaleziony?

Włączam lampę i błysk kryształów ożywia moją wyobraźnię. Widzę piękną blondynkę w prostej czarnej sukience. A na jej dekolcie połyskuje delikatny i subtelny naszyjnik z białych kryształków. Są drobne. Nie mogą być duże, przesada nie jest wskazana. To bardzo elegancka kobieta. Biorę do ręki kryształki i tworzę w ślad za moją wyobraźnia. Łączę srebrnymi ogniwkami kryształ z kryształkiem. Przeplatam je drobnymi, srebrnymi kuleczkami. Mija godzina, dwie…. Teraz kolej na zapięcie i jeszcze króciutki łańcuszek z maleńkim kryształkiem na końcu. Będzie delikatnie spływał po szyj z tyłu głowy.

Wyłączam lampę.

Idę do kuchni – czas na wieczorne obowiązki…. Kroję chleb, robię sałatkę z tuńczykiem – taką najbardziej lubi moja córka, Zosia. Dla męża odgrzewam obiad – nie jadł nic ciepłego w ciągu dnia, nie ma na to czasu. Ja nic nie jem, jestem na diecie. Siadamy do stołu. Córka opowiada o szkole, mąż o pracy. Zaparzam herbatę i siadamy razem na kanapie. Rozmawiamy. Tadeusz, nasz kot siada mi na kolanach, łasi się, zabiega o pieszczoty.

Córka komunikuje wiadomość, która zapiera nam dech w piersiach. Jej przyjaciółka z klasy – Dorota -jest w ciąży. To już 4 miesiąc, ale ukrywała to do tej pory. Wyszło na jaw podczas badań okresowych w szkole. Afera, płacz, rozczarowanie.
Biorę do ręki telefon. Wykręcam numer do jej mamy – Hani. Nie zastanawiam się co powiem. Chcę jak najszybciej ją usłyszeć i pocieszyć. Powiedzieć, że wszystko się jakoś ułoży, choć nie wyobrażam sobie jak miałoby się ułożyć życie mojej córki, gdyby nagle okazało się, że jest ciąży. Sama nie wiem jakbym zareagowała na taką wiadomość.
Jeden sygnał, drugi, trzeci… Nie odbiera. Nie chce ze mną rozmawiać? Wstydzi się? Nie wie co powiedzieć….?

Zakładam płaszcz, zbiegam po schodach. Wsiadam do samochodu. Pada deszcz, dołująca pogoda. Domyślam się jak musi się czuć Hania ….

Podjeżdżam pod blok, spoglądam w górą na okna drugiego piętra. Świeci się w kuchni, jak zawsze. Hania pewnie siedzi przy stole z filiżanką herbaty i przełyka ją na zmianę ze łzami.
Wbiegam po schodach aby było szybciej. Docieram do drzwi, dzwonię. Jeden dzwonek, drugi, trzeci… Nikt nie otwiera. Pukam…..

Haniu, otwórz. To ja Małgosia.

Cisza….
Czekam pod drzwiami i nasłuchuję. Po dłuższej chwili drzwi otwierają się. Wchodzę do środka. Nie wiem co powiedzieć. Przytulam ją, a ona wtula się we mnie jak mała dziewczynka, którą spotkało coś strasznego. Nic nie mówimy… Siadamy w kuchni przy stole i milczymy.

Wszystko będzie dobrze, zobaczysz – zaczynam banalnie i bez specjalnego przekonania.

Tak? – pyta – A pamiętasz jak mówiłaś to samo 16 lat temu ? Też miało być wszystko dobrze… i co? Miało się ułożyć, ale się nie ułożyło. Całe życie ze wszystkim borykam się sama. Praca, dom, praca dom, a wieczorem kalkulacje – na czym zaoszczędzić, aby starczyło na książki, ubrania, szkołę… To ma być życie….? Nie tego chciałam dla Doroty. Chciałam aby miała lepsze życie niż ja.

Nic nie odpowiadam. Wiem jak jej ciężko, a teraz jeszcze to dziecko….

Co na to Dorota? – pytam.

Powiedziała tylko, że jest w ciąży. Nie wiem z kim, nie wiem co zamierza? Powiedziała mi to i wybiegła z domu. Nawet jej nie zatrzymywałam. Byłam w takim szoku, że słowa nie mogłam wykrztusić z siebie.

Może pojechała do niego…? – zapytałam

Być może… – odpowiedziała Hania.

I co teraz? – dodałam.

Nie wiem…. Mam ochotę chwycić ją i potrzasnąć z całej siły. Tylko co to da? Czasu nie cofniesz. Dziecko w drodze.

Pomogę Ci. O pieniądze się nie martw. Mam oszczędności. Pożyczę ci, oddasz kiedy będziesz mogła a jak nie będziesz mogła to nie oddasz. Nic się nie stanie. Marcin daje mi co miesiąc pieniądze na kosmetyczkę i ciuchy, ale mnie to do niczego nie jest potrzebne. Przez te lata uzbierała się niezła sumka. Teraz się cieszę, ze ich nie wydałam. Przynajmniej przeznaczę je na coś ważnego.

Hania uśmiecha się do mnie. Jej zmęczone oczy patrzą na mnie z wdzięcznością.

Co ja bym bez ciebie zrobiła?

Od czego się ma przyjaciół.

Pijemy herbatę, deszcz spływa po szybach, delikatnie uderza o parapet. Hania powoli uspokaja się.
Trzymamy się za ręce.

Spoglądam na zegar. Jest pierwsza w nocy. Ubieram się i wychodzę. Jadę w strugach deszczu. Nie chce mi się wracać do domu. Chcę pomyśleć, a jazda w nocy samochodem idealnie się do tego nadaje. Zapalam papierosa. Uwielbiam ten moment.

Jeżdżę bez celu pół godziny. Potem kieruje się do domu. Cichutko otwieram drzwi. Szybko się myję i przebieram w piżamę. Zaparzam herbatę. Idę do Zuzi. Śpi spokojnie, przykrywam ja i całuję w głowę… Patrzę na nią i myślę, co by było, gdyby to ona zaszła teraz w ciążę.

Idę do sypialni. Cicho wsuwam się pod kołdrę.

Jak ona się czuję – pyta mój mąż,

Kiepsko – odpowiadam.

Wtulam się objęcia męża. Nie mogę zasnąć. Myślę o Hani, która siedzi teraz pewnie w kuchni przy stole, pije herbatę na przemian ze łzami. Nie ma się do kogo przytulić i z kim porozmawiać. Kiedy zaszła w ciążę miała 16 lat. Ojciec dziecka wyjechał i ślad po nim zaginął. Nie chciała się z nikim związać. Uraz pozostał. Bała się znów komuś zaufać. Nie chciała krzywdzić Doroty i narażać na stres jaki spowodowałby kolejny nieudany związek.
Myślę o sobie. Mnie się udało. Jestem szczęśliwa.

Dwa lata później

Stoję przed drzwiami mieszkania na drugim piętrze. Pukam po cichu, nie chce obudzić Asi. Hania otwiera mi drzwi promiennie uśmiechnięta. Prowadzi mnie do pokoju. Stoimy nad łóżeczkiem w którym śpi słodko maleńka dziewczynka. Spoglądam na Hanię.

Dorota z Maćkiem wyjechali na trzy dni i zostawili mi małą. Kocham ją nad życie. Jest cudowna. A młodym się należy. Musza korzystać z życia….

Milczymy przez chwilę.

Miałaś rację, poukładało się…. Dziękuję.

KOBIETA NA ZAKRĘCIE

0
KOBIETA NA ZAKRĘCIE

Ostatnio gdzie nie spojrzę tam hasło ”kobieta na zakręcie”. W księgarni, teatrze, w gazecie, nawet w TV…
Na zakręcie to może sobie być samochód albo co najwyżej znak drogowy lub drzewo, jeśli już musiało na nim wyrosnąć.
Ale kobieta….?

Kiedy tak wszędzie o tej kobiecie i tym zakręcie się mówi i pisze, zaczęłam zgłębiać temat i co się okazało…?
Że ta kobieta na żadnym zakręcie nie stoi, tylko to taka przenośnia, która oznacza, że tej kobiecie tak się w życiu poskładało, że musi nagle zmienić bieg wydarzeń i to jest właśnie ten zakręt.

O kurcze – pomyślałam…
Przecież to ja właśnie jestem w takim miejscu swojego życia więc nie dosyć, że wcale mi się to określenie nie podoba to jeszcze dotyczy mnie ono bezpośrednio. I co więcej – chyba muszę wrócić do punktu wyjścia bo tych zakrętów u mnie zebrałoby się co najmniej kilka. Nie wiem gdzie w końcu wyląduję jak już zacznę skręcać….

A wszystko przez facetów, jak zawsze….

Pierwszy to oczywiście mój szanowny, ślubny. Na początku obiecywał gruszki na wierzbie. W gruszki to ja nie wierzyłam, ale chociaż w te jabłka i nie na wierzbie a na zwykłej polskiej jabłoni. A tu ani wierzby, ani gruszek, o polskim sadownictwie już nie wspomnę.

Wielka miłość przed ślubem, a po ślubie zgodnym szykiem dołączyliśmy do poślubnych statystyk, według których dialogi małżeńskie ograniczają się średnio do 7 minut dziennie, z czego 3 minuty dotyczą rachunków.
Banalne, smutne ale prawdziwe. I co gorzej z roku na rok się pogarsza.

W pracy też nie lepiej. Szef facet – w dodatku rozwiedziony (nie z własnej woli). Nie dziwię się jego żonie, bo sama nie wytrzymałabym z nim nawet tygodnia. Ale teraz mści się i wyżywa na wszystkich mężatkach. Co więcej, według niego wszystkie „baby po czterdziestce” nie nadają się już do pracy twórczej, tylko na emeryturę lub do garów…. Tak więc w pracy też nie za wesoło.

No i w końcu ON. I teraz uwaga – jest miły, uprzejmy, do tego przystojny i zadbany. Kupuje kwiaty, dzwoni i kocha na zabój i to mnie w dodatku. Namawia za każdym razem, aby wreszcie przerwać tą farsę zwaną związkiem małżeńskim i zamieszkać z nim i żyć długo i szczęśliwie. Biorąc pod uwagę moje środowisko naturalne, nie wierzę mu… Ani w to, że on kocha, ani w to, że ja kocham jego. Raczej mi się ubzdurało… Z braku zrozumienia, miłości i seksu różne bzdury się ludziom po głowach telepią…

A więc odesłałam z kwitkiem, co by mi już głowy nie zawracał i dał spokojnie żyć w błogim poczuciu bezsensownej wegetacji.

I teraz nie wiem czy dobrze zrobiłam, na którym zakręcie miałam jechać w prawo, a na którym w lewo i co to prawo i lewo oznacza…. Czy zamiast tych skomplikowanych życiowych zakrętów, nie mogłoby być nakazu jazdy prosto…?
Człowiek wyruszyłby zaraz po urodzeniu i potem prostą ścieżką do celu w wiadomym, z góry określonym kierunku.

A tak – w lewo, w prawo, znów w lewo a potem to już chyba tylko w drzewo i to dokładnie w to, które na tym zakręcie wyrosło….

A co jak się pomylisz i skręcisz w lewo zamiast w prawo? Kto za to odpowie? Jak się na drodze pomylisz i pod prąd skręcisz to w najgorszym wypadku na mandacie się skończy…. A w życiu stawka jest dużo wyższa.

Dlatego apeluje do tego co to jest odpowiedzialny, żeby może chociaż jakąś małą podpowiedź można było od losu dostać, albo drugą szansę jak już pod źle skręcisz… Żeby to nasze życie upływało w prostszy i bardziej przyjemny sposób….

Skoro już się o tym zakręcie dowiedziałam idę szukać swojej drogi…

Wiolka na zakręcie…..

PO PROSTU SZCZĘŚLIWA

0
PO PROSTU SZCZĘŚLIWA

Na strychu w moim rodzinnym domu pachnie sianem. Kiedy tam jestem ogarnia mnie błogi spokój, czuję się bezpieczna. Siadam na starej skrzyni przykrytej haftowanym bieżnikiem i wtedy przychodzą mi do głowy najszczęśliwsze wspomnienia. Słyszę głosy, które przyjemnie dźwięczą – nawoływanie mamy, że obiad stygnie na stole, radosne podśpiewywanie ojca koszącego trawę i odgłosy zwierząt, które beztrosko przechadzają się po podwórzu. Ten obraz towarzyszy mi zawsze.

Lubię wracać do rodzinnego domu. Lubię patrzeć na twarz mamy i taty, są tacy szczęśliwi kiedy mnie widzą. Przybyło im lat, ale wciąż na ich twarzach widać młodość.

Trzy lata temu, po studiach wyjechałam na staż do Kanady. Jestem weterynarzem. Pracuje w klinice zwierząt w Quebecu. Uwielbiam swoją prace. Miłość do zwierząt zaszczepił u mnie ojciec kiedy byłam jeszcze mała. Już jako dziecko opiekowałam się małymi kotkami, których sporo przybywało latem. Przynosiłam do domu każdego okaleczonego psa. Kiedy pojawiały się cielęta lub owieczki – lubiłam je karmić.

To mi zostało do dziś. Czasem mam wrażenie że zwierzęta rozumieją mnie lepie j niż ludzie. Są takie cierpliwe, wdzięczne i oddane. Patrzą prosto w oczy i widać w nich strach, zaufanie i miłość.
Czasem czuję się rozdarta. Uwielbiam swoją pracę. Jestem szczęśliwa. Ubolewam jednak, ż e tak rzadko widuje moich rodziców. Nie dzielę z nimi problemów. Nie widzę jak się starzeją. Nie mogę im w niczym pomóc.

Kanada to piękny kraj. Kiedy nie pracuje wsiadam w samochód i jadę bez celu. Zatrzymuję się aby poczuć zapach tego kraju i podziwiać bezmiar naturalnej przyrody, której tu nie brakuje. Wieczorem zatrzymuje się w przydrożnym motelu, a rano jadę dalej, przed siebie.

Kanada przypomina mi Polskę . Urodziłam się na wsi, gdzie wszędzie dookoła były lasy, łąki, pola. Tu jest podobnie. Kiedy zatrzymuje się i patrzę na horyzont, czuję nostalgię za krajem. Nie jestem smutna. Może znalazłam swoje miejsce na ziemi….

Jestem sama, nie związałam się z nikim na stałe. Kilka przelotnych romansów nie przerodziło się w nic poważnego. Wiem, ze jutro mogę spakować swoje rzeczy i wrócić do rodzinnego domu lub jechać na drugi kraniec świata… To daje mi wolność. I poczucie bezkresnej radości.

Może jeśli kogoś spotkam i założę swoją rodzinę osiądę gdzieś na stałe. Na razie jednak realizuję swoją pasję i podążam za swoim marzeniem. Być może nie jest to normalne dla kobiety w moim wieku, ale taka już jestem. Po prostu szczęśliwa…..

MOJA WIELKA METAMORFOZA

0
MOJA WIELKA METAMORFOZA

Kiedy się urodziłam musiał chyba padać deszcz, niebo było szare, a słońce głęboko skryło się za chmurami. A jeśli urodziłam się w nocy na pewno nie było na niebie żadnej gwiazdy, a już na pewno nie było tej szczęśliwej, która świeci tylko tym, którym się wszystko udaje.

Zawsze byłam tą gorszą, tą grubszą, tą brzydszą, tą mniej zdolną. Nawet jeśli coś mi się udawało i tak znalazł się ktoś do kogo można mnie było porównać i w tym porównaniu wypadałam gorzej. Tak przynajmniej było odkąd sięgam pamięcią. Moi rodzice uznali, ze wychowanie w karności, pokorze i skromności to podstawa.

Przyzwyczaiłam się do tego, nawet mnie to specjalnie nie wzruszało, co więcej uwierzyłam w to i nawet nie próbowałam zmienić swojego życia. Z czasem zaczęłam nawet lubić siebie jako totalnie przeciętną osobę, szarą, nie wyróżniająca się.

Zawsze byłam od kogoś zależna. Najpierw od moich rodziców, którzy utrzymywali mnie, „ciężko harowali” aby zapewnić mi dostatnie życie. Potem chciałam się nawet uniezależnić, ale nie zdążyłam, ponieważ rodzice znaleźli dla mnie wspaniałą partię . Nie dopuszczałam nawet myśli, że mogłabym postąpić inaczej i nie przyjąć tego wielkiego szczęścia jakie dla mnie zgotowali rodzice oraz on – syn ich najlepszych przyjaciół, podobnie jak ja – szary i przeciętny, pozbawiony radości życia „mężczyzna”.

Ponieważ nie pracowałam, byłam na jego łasce, co regularnie mi wypominał, kiedy tylko chciałam zabrać głos w jakiejkolwiek sprawie, więc doszłam do wniosku, ze osoba tak przeciętna jak ja nie ma prawa głosu i lepiej zachować to co mam do powiedzenia dla siebie.

Siedzenie w domu, przy mężu było ostatnią rzeczą o jakiej marzyłam, ale nie miałam na tyle wewnętrznej siły i chęci aby to zmienić. Nie wierzyłam, ze znajdę pracę. Że mogę coś zrobić dla siebie. Życie toczyło się więc gdzieś tam swoim torem a ja wegetowałam w przekonaniu, że nic innego nie jest mi pisane.

Aż do tego dnia….

Rano, ani nawet wieczorem, nic jeszcze nie wskazywało na to, że coś miałoby się zmienić. Po prostu jak zwykle poszłam do sklepu po zakupy, potem z nudów przeszłam wokół parku i zatrzymałam się jak zwykle na moście aby popatrzeć w nurt rzeki przepływającej pod spodem. Kiedyś opowiadałam o tym mojemu mężowi, ale uznał, że to głupie przyzwyczajenie i strata czasu.

Wtedy właśnie wydarzył się ten wypadek. Jadący obok mnie samochód nagle skręcił gwałtowanie i uderzyła w barierkę, o która byłam oparta. Na szczęcie siła uderzenia nie była zbyt duża. Barierka wygięła się, ale wytrzymała. Samochód, który zatrzymał się prawie przy mnie był mocno uszkodzony przodu. Pęknięta szyba rozsypała się w drobny mak, a opadająca poduszka powietrzna osłaniała powoli mężczyznę, który siedział z raną na głowie i skołowanym wzrokiem patrzył na mnie. Podbiegłam aby zapytać czy wszystko z nim w porządku. Wytoczył się z samochodu i roztrzęsionymi rękami wyjął telefon. Chciał gdzieś zadzwonić, ale nic nie powiedział tylko upadł nieprzytomny.

Wyrwałam mu z rąk telefon i zadzwoniłam po karetkę, która przyjechała błyskawicznie. Mężczyzna został zabrany, a lekarz zapał mnie czy jestem jego żoną, bo jeśli tak to mogę pojechać z nimi. Nie wiem jak to się stało, ale bez słowa wsiadłam do karetki i pojechałam do szpitala.

Nieznajomy mężczyzna została przewieziony na salę operacyjną, a ja czekałam przed nią z niecierpliwością aby dowiedzieć się o stan jego zdrowia. Po jakimś czasie, jak się późnej okazało po około dwóch godzinach, wyszedł lekarz i powiedział że operacja się udała, że wszystko jest w porządku ale, że mąż miał wiele szczęścia. Już chciałam powiedzieć, że jestem przypadkową osobą, która była świadkiem wypadku, kiedy on poprosił abym poszła do domu, bo mąż i tak będzie teraz spał.

Nie wiem jak to się stało, że nie wyjaśniłam kim jestem. Czułam jednak jakąś bliskość z tym mężczyzną z wypadku. Wiedziałam, że to głupie, ale chciałam aby to było prawdziwe. Nie wiem dlaczego, może dlatego, że coś w moim życiu się zadziało… coś się wydarzyło….

Dopiero kiedy wróciłam do domu zauważyłam jak jest już późno. Wysłuchałam jaka jestem niewdzięczna, że nie przygotowałam obiadu, nie sprzątnęłam po śniadaniu i jak zwykle nic nie robiłam. Ale jakoś mnie to specjalnie nie dotknęło, nawet nie słyszałam dokładnie co mówił mój mąż. Myślami byłam w zupełnie innym miejscu.

Na drugi dzień poszłam do szpitala. Po co? Nie wiem. Tak po prostu…

Kiedy zbliżałam się do sali, w której leżał On, lekarz wychodzący z sali poinformował go, że właśnie idzie żona. Nie zaprzeczyłam, wiedziona jakąś siłą nie wycofałam się i weszłam do sali. Leżał zdziwiony, nie wiedział kim jestem. Powiedziałam mu o wypadku, o tym, że byłam w szpitalu kiedy go operowali. Uśmiechnął się i powiedział, że zapamiętał moją twarz. Jego oczy były smutne.

Zapytałam czy mogę go jeszcze odwiedzić, uśmiechnął się i powiedział, żebym przyszła, że będzie mu miło. Przyszłam więc następnego dnia, i następnego, i jeszcze następnego. Byłam każdego dnia aż do końca jego pobytu w szpitalu. Rozmawialiśmy niewiele. Ale czułam się dziwnie dobrze, chciałam tam być.

A potem on wyszedł ze szpitala. Na pożegnanie poprosił mnie o numer telefonu. Zapisał go, ale nie wierzyłam, że zadzwoni. Liczyłam się z tym, że to już koniec znajomości. Po dwóch tygodniach od wyjścia ze szpitala zadzwonił i zaprosił mnie na kolacje, aby mi podziękować za towarzystwo.

Pierwszy raz w życiu ktoś zaprosił mnie na kolację. To było coś niezwykłego w moim zwyczajnym, szarym i przeciętnym życiu.

Potem spotkaliśmy się jeszcze kilka razy… Chodziliśmy na spacery, na koncert, na kawę. Rozmawialiśmy, a on mnie słuchał. Tak po prostu….. Mój mąż specjalnie się nie interesował gdzie wychodzę. Nigdy by nie podejrzewał, że mogę spotykać się z innym mężczyzną. Byłam na to za brzydka, za gruba, za nieśmiała…. Byłam…

Minęły dwa lata od tego dnia kiedy się spotkaliśmy na moście. Od wczoraj jestem jego żoną. Wyjechałam z mojego rodzinnego miasta, z dala od tej przygnębiającej szarości i zwyczajności, która opanowała mnie całkowicie. Poszłam do pracy, zmieniłam fryzurę, maluje się …

Chodzę do kina, do teatru, nauczyłam się pływać, a przede wszystkim pokochałam życie i siebie.

I jak tu nie wierzyć w przeznaczenie. Przecież to ono musiało nas pchnąć ku sobie. Codziennie chodziłam na ten most, jak widać nie bez powodu. To był ukryty sens.

JAK PRZECHOWYWAĆ BIŻUTERIĘ

0
JAK PRZECHOWYWAĆ BIŻUTERIĘ

Każda biżuteria powinna być przechowywana oddzielnie, najlepiej poprzez zawinięcie w osobny kawałek materiału np. jedwabiu. Szczególnie korale są wyczulone na obecność innych przedmiotów i w zasadzie nie powinny mieć styczności z żadną inną biżuterią.

Biżuterię najlepiej trzymać w szkatułce. Jednak w tej chwili dostępnych jest wiele innych rozwiązań do przechowywania biżuterii, np. specjalne drzewka, na których można zawiesić różne modele łańcuszków, bransoletek czy kolczyków. Bransoletki mogą być również trzymane w jakiejś ozdobnej misie a kolczyki w specjalnie przeznaczonej do tego celu szufladzie w osobnych przedziałkach lub na deseczce obitej gąbką, w którą można wbijać bigle.

Do przechowywania pierścionków najlepiej nadają się podstawki, talerzyki lub zawieszki na stojakach.

Dla kobiet szczególnie wyczulonych na punkcie estetyki miejsca, w którym jest przechowywana biżuteria proponujemy zaaranżowanie specjalnej gablotki, toaletki lub nawet niewielkiej komody.

W Antypody Mody bardzo często można zakupić gustowne, ręcznie zdobione szkatułki na biżuterie wykonane w technice decoupage.

Zapraszamy!

PERŁY ZAWSZE W MODZIE

0
PERŁY ZAWSZE W MODZIE

O perłach mówiono, że to łzy aniołów. W legendach opowiadano, że perły powstają kiedy tęcza dotyka wód oceanu. Już od ponad 6000 lat perły fascynują, zachwycają i są przedmiotem pożądania nie tylko kobiet… Perły to jedne z najbardziej wartościowych kamieni szlachetnych. Człowiek wykorzystuje je do ozdoby od bardzo dawna. Najbardziej cenione w jubilerstwie to egzemplarze kuliste o pięknym połysku. Najsłynniejsze perły miały jednak kształt nieregularny i żadko były używane do wyrobu biżuterii.

Perły powstają w sposób naturalny jako wytwory małż, rzadko ślimaków. Zbudowane są z tej samej substancji co wewnętrzna strona muszli – masa perłowa i powstają najczęściej w wyniku reakcji organizmu na ciało obce, które przedostało się do muszli.

Bardzo popularne są także perły hodowlane. Rosnący popyt na perły doprowadził do tego, że zaczęto masowo hodować perłopławy. Mimo, że perły powstały przy współudziale człowieka są produktem naturalnym, nie imitacją. Ich kolory i kształty oraz połysk nie ustępują perłom naturalnym

Perły są uznane za jedne z najbardziej eleganckich i klasycznych ozdób. Naszyjnik z pereł niczym mała czarna jest idealny na każdą okazję. Na przestrzeni lat zmienia się moda, zmieniają się dodatki, a perły nadal zachwycają swoim urokiem.

W naszej galerii znajdziesz piękne okazy pereł w niezwykłych kompozycjach….

KOBIETY KOCHAJĄ… PERŁY

0
PERŁY

Wróciły. Są widoczne na ulicy, w telewizji, galeriach internetowych i kobiecych pismach. Już nie wyglądają jak niepozorny i „obowiązkowy” dodatek do „wszystkiego” u starszych pań. Klasyczny, średniej długości sznur pereł nosi Monika Olejnik, szalone trzy baaardzo długie sznury widziałam u Joanny Liszowskiej, pięć u jakiejś prezenterki w TV….

Chcę aby zagościły również w Antypodach. Mam zamiar przedstawić Państwu kilka kolekcji z perłami w roli głównej. Będą to naszyjniki długie i krótkie, raczej klasyczne i dość awangardowe, białe, ecru… aż po czerń, słowem – dla każdego coś miłego. Będą pasowały do dżinsów ale też na większe i zupełnie duże okazje. Wszystkie z naturalnych pereł słodkowodnych bardzo dobrej jakości – tylko klasa AA i AAA.

Drogie Panie, trzeba mieć choć jeden naszyjnik z pereł, mam nadzieję Was o tym przekonać.. Drodzy Panowie, sznur pereł to wspaniały prezent!!!

Na początek – znane już perły firmy Swarovski i jako przedsmak tego co później – bransoletka z cudownie opalizujących pereł keishi.

Zapraszam serdecznie do mojej galerii!

TURMALINY

0
TURMALINY

Turmaliny to piękne kamienie wykorzystywane w jubilerstwie. Czarują swoimi kolorami i kształtami. Biżuteria z turmalinami jest niezwykle elegancka i wytworna.

Złoża turmalinu występują w niewielu miejscach na świecie. W Brazyli – Minas Gerais, Paraiba, w USA – Kalifornia, Maine, w Rosji, Pakistanie, Afganistanie, na Sri Lance, Madagaskarze, we Włoszech – Elba oraz w Namibi. W Polsce występują niewielkie złoża najbardziej pospolitego turmalinu – odmiana czarny szerl – na Dolnym Śląsku.

Turmaliny to piękne, ale i niezwykłe kamienie również dzięki swoim właściwościom.

Turmalin wzmacnia, uzdrawia i oczyszcza zarówno ciało jak i umysł, przynosząc jasność i uspokojenie. Pomaga w zasypianiu i rozwiewa uczucie strachu, regeneruje zmęczone serce oraz uaktywnia system immunologiczny. Działa także odmładzająco, normalizuje ciśnienie krwi, zapobiega wyczerpaniu fizycznemu i psychicznemu. Turmalin przyłożony lub noszony w okolicy szyi wspomaga leczenie chrypki, stanów zapalnych krtani i gardła oraz kłopotów z wysławianiem się. Wzmacnia także płuca i harmonizuje pracę tarczycy, zwiększa płodność, łagodzi objawy chorób wenerycznych oraz wycisza zbyt wybujałe temperamenty. Natomiast te łagodne i pasywne mobilizuje do działania. Eliksir z tego kamienia powoduje szybsze gojenie się obrażeń ciała spowodowanych działaniem wszelkiego rodzaju promieniowania. Aktywizuje pierwszy czakram i poprawia pracę punktów refleksowych związanych z kością ogonową. Pomaga leczyć zaburzenia związane ze złą pracą nadnerczy, a także artretyzm, zapalenie nerwów, stwardnienie rozsiane, zaburzenia pamięci, zawroty głowy, chorobę lokomocyjną, dysleksję, dezorientację i niepokój. Usuwa z organizmu negatywne emocje i energie oraz chroni przed zewnętrznymi złymi wpływami.

Galeria turmalinów w Antypodach Mody

STYL VINTAGE

0
STYL VINTAGE

Każda kobieta chce od czasu do czasu poczuć się glamour. Założyć choćby jeden niezwykły, niepowtarzalny drobiazg który wyróżni ja z tłumu, podkreśli jej indywidualny styl i charakter. Może to być naszyjnik z niezwykłej urody kamieniem lub torebka ozdobiona 100-letnim guzikiem.

Takie perełki można znaleźć w www.AntypodyMody.pl zarówno wśród nowych prac, jak i przedmiotów zgromadzonych w dziale vintage. Zafascynowani modą lat minionych projektanci bardzo często wykorzystują stylistykę, wzornictwo fasony które były modne wiele lat temu.

Szczególnie często w kolekcjach prezentowanych przez artystów www.AntypodyMody.pl można znaleźć nawiązania do okresu secesyjnego, w którym kobiety mieniły się od kosztowności. Powstają kolekcje inspirowane modą secesyjną, pełną przepychu i ozdób. W nawiązaniu do tej mody projektanci wykorzystują w swoich pracach drapowania, pióra i mnóstwo bogatych dodatków w postaci błyszczących kamieni i kryształów. Inspiracje tym okresem można znaleźć w kolekcjach toreb Iris oraz Not to repeat.

Kobiety które preferują styl bardziej stonowany mogą znaleźć w Antypodach Mody kolekcje proste, eleganckie i klasyczne które często nawiązują do okresu miedzywojennego. Wśród dodatków i biżuterii można znaleźć długie sznury korali które były niezwykle modne w latach 20-tych i 30 -tych, często z pereł. To wzory ponadczasowe, pojawiające się w modzie od lat, nie tracąc na swej aktualności. Wiele inspiracji do tego okresu można znaleźć w kolekcjach Edyty Pilichowskiej która łączy stylistykę minionych lat z nowoczesnymi materiałami.

Wiele inspiracji w kolekcjach projektantów Antypody Mody pochodzi z lat 50-tych, w których Audrey Hepburn i Brigitte Bardot lansowały niezwykle stroje podkreślające kobiecą sylwetkę. Kolorystyka tego okresu to pastele. Bardzo modnym zestawieniem kolorystycznym było także połączenie bieli i czerni – które często pojawia się w kolekcjach biżuterii lub dodatków Antypody Mody.

Fascynacje latami 50-tymi można znaleźć u młodej projektantki Peszkofki, która tworzy unikatowe kolekcje kolczyków i broszek z wizerunkiem Audrey Hepburn w różnych strojach i nakryciach głowy.

Duże, widoczne pierścionki to znak charakterystyczny Nico.

Stylowe dodatki do domu tworzy m.in. Agnieszka Wodnicka – jej retro-wieszaki cieszą się dużym powodzeniem. Puzderka Barbary Kasperczyk w stylu retro również mają wielu zwolenników.

W dziale Vintage pojawiają się pojedyncze wiekowe cuda – typu torebki z lat 60-tych, czy 70-tych, jak również ubrania znanych projektantów . Na codzienne są tu dostępne najczęściej markowe ubrania Secondhande. Również tutaj wszystkie prezentowane rzeczy są sprawdzane pod katem jakości.

Atutem AntypodyMody jest to, że prezentowane tu kolekcje są unikatowe, niepowtarzalne i wciąż się zmieniają. Ich styl jest odzwierciedleniem pasji i zainteresowań wielu projektantów którzy wystawiają w Antypodach swoje kolekcje. W przeciwieństwie do wielu tradycyjnych sklepów, zwłaszcza sieciowych nie ma ryzyka, że ktoś inny będzie miał identyczną rzecz na sobie.